„Płyń po morzach i oceanach świata, rozsławiaj imię stoczniowca i marynarza. Nadaję ci imię...”. Butelka Szampana rozpryskuje się o burtę. Stalowy kadłub, spod którego usunięto stopery, rusza w dół pochylni i nabierając szybkości z impetem wpada do wody.

Tak wygląda w skrócie scenariusz wodowania i Chrztu morskiego statku. Takich ceremonii w polskich stoczniach na przestrzeni wielu lat odbyło się ponad dwa tysiące. W latach 70. zdarzały się one nawet dwa razy w tygodniu. Kiedyś odbywały się z większą pompą, zwłaszcza gdy szło o statek z jakichś względów szczególny. Zdarzały się celebracje z udziałem pierwszych osób w kraju. Od kilku dekad świeckiej poprzednio uroczystości z reguły towarzyszy akcent religijny.

ABY PRZEBŁAGAĆ GROŹNE BÓSTWA

Najstarszą informację o Chrzcie statku odczytano z hieroglifów egipskich sprzed ok. 4 tysięcy lat. Pierwotnie Chrzest morski był uroczystością przede wszystkim religijną. Dawni żeglarze poświęcali swoje statki i łodzie potężnym bóstwom żywiołów, by zjednać sobie ich przychylność. Stosowano przy tym wodę, jako symbol oczyszczenia i błogosławieństwa, winem zaś spełniano toast za pomyślność nowej jednostki. W społecznościach praktykujących krwawe ofiary dla przebłagania bogów, również Chrzest morski bywał pieczętowany krwią. Wikingowie przy wodowaniu łodzi kładli na pochylni niewolników. Zsuwający się kadłub miażdżył ich ciała.

Później ludzi zastąpiono naczyniami z krwią zwierzęcą lub nawet czerwoną farbą. Ale na przykład krajowcy z Wysp Salomona jeszcze na początku XX wieku przyozdabiali dziób nowej łodzi głową rytualnie zabitego jeńca. W średniowiecznej Europie Chrzest statku stał się już wyraźnie ceremonią liturgiczną, odprawianą najczęściej przez wysokich dostojników Kościoła. W Anglii za Tudorów nabrał on równocześnie charakteru uroczystości państwowej z całą właściwą temu bogatą oprawą. Uświetniał ją nierzadko sam król, który wznosił okolicznościowy toast a złoty puchar wrzucał do wody. Z czasem praktyczni Anglicy uznali to za karygodne marnotrawstwo i wprowadzili praktykę rozbijania o burtę butelki z winem. Francuzi, w ramach porewolucyjnej laicyzacji, zastąpili wodę i czerwone wino Szampanem. I ten właśnie obyczaj rozpowszechnił się najbardziej.


WODA CZY WINO, A MOŻE KOKOS ?

Według anegdoty, do wyparcia wody przez wino, a wreszcie Szampana, przyczyniło się zdarzenie, jakie miało miejsce w amerykańskiej stoczni w Bostonie. Kiedy ochrzczony wodą USS „Constitution” nie chciał ześlizgnąć się z pochylni, skropiono jego bukszpryt maderą - i dopiero wtedy kadłub ruszył z miejsca. Niepomni tego doświadczenia Amerykanie raz jeszcze powrócili do tradycji wodnej, a było to w okresie prohibicji. Klapa tego przedsięwzięcia była kompletna, i nie ma co się dziwić prezydentowi Rooseveltowi, że petycję amerykańskich kobiet o wycofaniu alkoholu z ceremonii Chrztu morskiego stanowczo odrzucił. W Polsce, jak i większości innych krajów zwyciężyła tradycja szampańska. Jednakże kiedy wodowany jest statek dla obcego armatora, stocznia stosuje się do jego obyczajów, nieraz odmiennych. W krajach muzułmańskich używania wina zabraniają przepisy religijne. Butelkę Szampana zastępuje więc orzech kokosowy. Gdy odbiorcą bywał armator z Indii, kadłub statku przybierano zielenią, a następnie obsypywano ziarnami zbóż. Przy wodowaniu statków dla Chińskiej Republiki Ludowej ograniczano się do przecięcia czerwonej wstęgi.

INACZEJ NIŻ ZWYKLE

Wśród setek wodowań odbytych w polskich stoczniach są takie, których się nie zapomni. Historyczną datą pozostaje 6 listopada 1948 roku, kiedy to w Stoczni Gdańskiej spłynął na wodę pierwszy zbudowany w powojennej Polsce statek pełnomorski ss. „Sołdek”, którego Matką Chrzestną została Helena Sołdkowa. Pozostanie też w pamięci nieudana próba wodowania „Olzy” w Stoczni Gdańskiej 8 września 1939 r. Mimo zwolnienia stoperów i prawidłowego przeprowadzenia innych czynności, kadłub nie zsunął się do wody. Nie dały też rezultatu usiłowania ściągnięcia statku przy pomocy holowników. Jak się później okazało, zatrzymanie jednostki było dziełem niemieckich sabotażystów, którzy umieścili pod płozami śruby i nity.


MATKI CHRZESTNE

Centralną osobą w uroczystości Chrztu jest oczywiście Matka Chrzestna, choć trzeba wspomnieć, że w tej głównej roli występują czasami (bardzo rzadko) mężczyźni czy małe dzieci. Najmłodszą matką została dwuletnia Japonka. W Polsce natomiast w roli Ojca Chrzestnego oglądaliśmy np. ambasadora Indii. Matkę Chrzestną mianuje armator lub rzadziej stocznia. W przeszłości Matkami Chrzestnymi często bywały żony dygnitarzy państwowych. I tak Matką Chrzestną statku m/s „Górny Śląsk” została żona I sekretarza PZPR Edwarda Gierka – Stanisława. Matką Chrzestną jest także żona byłego Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego – Jolanta i Anna Komorowska - żona obecnego Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Znacznie częściej jednak są to osoby zasłużone dla danego regionu, działaczki społeczne, sportsmenki lub artystki. Od lat Matkami Chrzestnymi statków Grupy PŻM zostają także wyróżniające się pracownice PŻM.

Podkategorie